Nie jest tajemnicą, że w ostatnich latach ceny płodów rolnych znacząco spadały. Polskim rolnikom i sadownikom coraz częściej nie opłaca się już uprawiać ziemi, gdyż ceny skupu owoców i warzyw bardzo często nie pozwalają nawet na zwrot kosztów, nie mówiąc o większym zysku. Niemały udział w tym procederze ma fakt zamknięcia rynków wschodnich w odpowiedzi na sankcje Unii Europejskiej. A polskie owoce, zwłaszcza jabłka, były i nadal są tam niezwykle pożądanym towarem. Potężny rynek zbytu, jaki kiedyś znajdował się za naszą wschodnią granicą, stał się nieosiągalny, co wielu rolników i sadowników postawiło pod ścianą. Ale jest to również arena działań wszelkiej maści oszustów, chcących tą sytuacje wykorzystać. Nasi dziennikarze śledczy przyjrzeli się jednej z grup odpowiadających za proceder masowych wyłudzeń owoców od polskich rolników. Oto wyniki śledztwa.

Mózgiem i osobą kierującą całym przedsięwzięciem w kontrolowanej grupie jest Hanbaba G. używający imienia Han. To 40-letni obywatel Rosji urodzony w Azerbejdżanie. Przyjechał do Polski po tym jak rosyjski urząd podatkowy przejął w 2007 roku jego firmę OOO EVROSHAMPINON z siedzibą w Moskwie. Jak nietrudno się domyślić nastąpiło to za „wyjątkowe zdolności w prowadzeniu biznesu”.

Pomimo formalnego zamknięcia firmy w Rosji po przyjeździe do Polski nadal posługiwał się jej danymi przy kolejnych transakcjach. Będąc już w Polsce założył kolejne przedsiębiorstwo o znanej nam już nazwie "E……" spółka z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą w Łukowie. Dzięki niej może na szeroką skalę prowadzić interesy na całym terytorium Unii Europejskiej. Mechanizm prowadzenia tych interesów zawsze był bardzo podobny.

Firma zajmowała się pośrednictwem w sprzedaży płodów rolnych, najczęściej jabłek, pomiędzy Polską a krajami byłego ZSRR. Swoich ofiar wyszukiwała w internecie na giełdach rolnych, lub metodą szeptaną wśród innych plantatorów i sadowników. Metoda działania była podobna u wszystkich poszkodowanych, do których dotarli dziennikarze w trakcie zbierania materiału. Najczęściej u poszkodowanych sadowników i plantatorów pojawiał się najpierw „naganiacz” – również obywatel krajów byłego ZSRR – używający imienia Namik. Przechodził od razu do konkretów, tzn. proponował sprzedaż wytworzonych płodów rolnych za granicę wschodnią. Szybko uzgadniano szczegóły i w krótkim czasie za wschodnią granicę jechał pierwszy, wypełniony jabłkami lub rzadziej innymi owocami, TIR. Z reguły też dość szybko opłacano pierwszą fakturę, co tylko uwiarygodniało całe przedsięwzięcie, jako legalne i bezpieczne. Następnie zjawiał się wspomniany już Hanbaba G., który na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie człowieka majętnego i dobrze radzącego sobie biznesmena zza wschodniej granicy. Nienaganne maniery, bardzo wysokiej klasy samochód, zawsze starannie ubrany, sprawiał wrażenie dobrze prosperującego biznesmena. Ponieważ poprzedni transport zakończył się sukcesem proponował zwiększenie ilości dostaw. Nie podejrzewający niczego plantatorzy (zachęceni sukcesem pierwszej transakcji) ochoczo się na to godzili. Ładowano kolejnych kilka – kilkanaście TIR-ów i wystawiano nowe faktury z odroczonym terminem płatności. Problem pojawiał się, gdy mijały ich terminy płatności. Przelewy za te transporty już nie następowały. Najczęstszymi przyczynami podawanymi przez samego Hanbabę G. był fakt, iż … „jego również oszukano i nie ma na zapłatę za faktury”.

Ponieważ w niezbyt szerokim środowisku plantatorów dość szybko rozchodziły się plotki o nierzetelnym nabywcy, nie dało się długo prowadzić tego typu schematycznych działań pod jedną firmą. W 2015 roku obrotny „biznesmen” nabył więc na tzw. „słupa” kolejną spółkę, która była od kilku lat w uśpieniu. Formalnie oczywiście spółkę nabywa kto inny - Khalladin Sh., również obywatel Rosji z azerskimi korzeniami. Prawie 60 letni Khalladin staje się wspólnikiem Hanbaby. Od tej chwili prowadzą „interesy” wspólnie pod firmą „R……” spółka z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą w Warszawie.

Już 5 listopada 2015 roku Khalladin Sh. wystawił Hanbabie G. pełnomocnictwo do prowadzenia wszelkich spraw spółki, natomiast mechanizm działania pozostał w dalszym ciągu bez zmian. Odnajdywana była ofiara, pobierana pierwsza partia towaru, następowało szybkie rozliczenie, po czym równie szybko ładowano kolejne większe partie towaru na odroczony termin płatności. Tradycyjnie ostatnim etapem współpracy pozostawał brak zapłaty.

30 listopada 2016 roku spółką zainteresował się Urząd Skarbowy. W wyniku przeprowadzonej kontroli stwierdzono, że pod podanym adresem nie prowadzi ona żadnej działalności. Pozostawiono pod rozstrzygnięcie Sądu Rejonowego w Warszawie czy wobec spółki nie wszcząć postępowania przymuszającego. Również w odpisie KRS, w rubryce 4 „umorzenie prowadzonej przeciwko podmiotowi egzekucji z uwagi na fakt, że z egzekucji nie uzyska się sumy wyższej od kosztów egzekucyjnych” widnieje wzmianka, iż komornik sądowy przy Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie, dokonał stosownego umorzenia w dniu 5 kwietnia 2018 roku.

Naszym dziennikarzom udało się dotrzeć do wielu podmiotów pokrzywdzonych w ten sam prosty sposób. Łączne straty sięgają kilku milionów złotych, a waga wyłudzonych transportów polskich jabłek to tysiące ton. Czy po oszukaniu tylu osób można jeszcze prowadzić działalność w tej branży? Oczywiście. Khanbaba G. nadal handluje płodami rolnymi, tym razem pod firmą „P……” spółka z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą w Warszawie. Pytanie do organów ścigania – czy nie wyczerpuje to czasem znamion przestępstwa a artykułu 301 § 1 Kodeksu Karnego, który stanowi o tym, że „kto będąc dłużnikiem kilku wierzycieli udaremnia lub ogranicza zaspokojenie ich należności przez to, że tworzy w oparciu o przepisy prawa nową jednostkę gospodarczą i przenosi na nią składniki swojego majątku, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”?


RR